• Wpisów:41
  • Średnio co: 69 dni
  • Ostatni wpis:242 dni temu
  • Licznik odwiedzin:39 739 / 2914 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Przyczepiła się dziś do mnie myśl że to z czym mamy obecnie do czynienia może być znaczącym skokiem w techno-ewolucji i to niekoniecznie dla nas korzystnym. Z powodu chińskiej - co grubo podkreślam - zarazy różne aspekty codziennego życia w coraz większym stopniu przybierają formę wirtualną. Świat jak Titanic tonie w cyberprzestrzeni. Początek Matriksu? A tak w ogóle to "ceterum censeo Carthaginem esse delendam". Ale tu nie o Kartaginę chodzi rzecz jasna.
 

 
Te namioty... już nie mam wątpliwości że to cyrk
 

 
Kiedyś medycyna kojarzyła mi się (i nie tylko mi) z dziedziną nauki która jest w stanie pomóc człowiekowi cierpiącemu z powodu tych wszystkich jebanych, od tysiącleci nękających ludzkość chorób - zakźnych, psychicznych i somatycznych.. Naiwna to była wiara, być może efektt manipulacji wiadomo kogo. Teraz czar prysł, nie ma co ukrywać, pandemia z którą mamy do czynienia dobitnie pokazuje jak bezradny okazał się człowiek wobec patogena który jest niczym innym jak tylko nośnikiem informacji genetycznej, badziewiem które nie potrafi rozmnażać się poza organizmem żywiciela, po prostu zwykłą cząsteczką chemiczną. Na czym polega nasz dramat? Ano na tym że dla natury owe "badziewie" jest tak samo ważne jak my, "panowie" tego świata. W tej "grze" przetrwa albo nasze DNA albo DNA koronawirusa. Mimo całej paniki spowodowanej tą pandemią mam nadzieję (jak parę miliardów innych bezradnych ludzi) że będzie to jednak nasze DNA, bo inaczej to żegnaj piękny ale i okrutny świecie.
 

 
Nieudolność i chaotyczność wszelkich rządowych decyzji odnośnie pandemi chińskiego zarazka po prostu poraża. Ci tam na górze są bardziej szkodliwi niż cały ten koronawirus. Zachorują wszyscy, nie ma co się łudzić. Selekcja naturalna okazała się jak zawsze niezawodna, ci mniej wartościowi muszą niestety odejść.

 

 
Zarazy nękają ludzkość od tysiącleci, Kiedyś znaliśmy je tylko z lekcji historii, jednak teraz sami na każdym kroku doświadczamy zagrożeń i uciążliwości spowodowanych przez wyjątkowo zjadliwy patogen. A współczesna medycyna? No cóż, okazała się całkiem bezradna. I jak tu mieć do niej zaufanie?
 

 
Człowiek zachowuje się tak jakby świat został stworzony tylko dla niego. Jednak w rzeczywistości jest on tylko produktem ubocznym ewolucji, może nawet jej pomyłką.
 

 
"Mądrość przychodzi wtedy, kiedy nie jest nam już do niczego przydatna"
 

 
"Stajesz się kimś tylko w starciu z tym, co stawia ci opór."
 

 
 

 
Czas szybko mija a my ciągle na coś czekamy: na weekend, na lato, na koniec lekcji lub pracy, na wakacje, na spotkanie z kimś, na ulubiony serial w TV, na szczęście, na miłość, na lepsze dni, na spełnienie marzeń. Całe nasze życie polega na czekaniu na coś, co dopiero ma nadejść. A kiedy już to nadejdzie, zaczynamy czekać na coś innego. I tak mijają minuty, godziny, dni, tygodnie, lata a my nieustannie wybiegamy myślami w przyszłość która jest tylko "produktem" naszego umysłu, wymyślonym scenariuszem, czymś nierealnym...
 

 
Mówienie prawdy w naszym codziennym życiu jest albo niekonieczne, albo szkodliwe, więc jej nie mówimy. (Jonathan Carroll)
 

 
Odpowiedzialni jesteśmy nie tylko za to, co robimy, lecz i za to, czego nie robimy.
 

 
Co naprawdę jest groźne, to uczenie dzieci, że wiara sama w sobie jest cnotą. Wiara jest złem przez to i dokładnie przez to, że nie wymaga uzasadnienia i nie toleruje sprzeciwu. Uczenie dzieci, że wiara, której nie można podważyć, jest cnotą, czyni z nich potencjalną śmiertelną broń, narzędzie przyszłych dżihadów czy krucjat. W historii wojskowości i uzbrojenia obok łuku, konia, czołgów i bomby kasetowej powinno się znaleźć zaszczytne miejsce dla fanatyków religijnych, uodpornionych na lęk obietnicą wiecznego życia w raju męczenników. Gdyby dzieci uczono zadawania pytań i myślenia, miast wpajać im cnotę ślepej wiary, nie byłoby - gotów jestem pójść o zakład - żadnych zamachowców-samobójców. Tacy ludzie bowiem robią to, co robią, dlatego że naprawdę wierzą w to, czego nauczono ich podczas lekcji religii: iż posłuszeństwo wobec Boga jest najważniejsze i że za męczeńską śmierć na jego służbie otrzymają nagrodę w niebie. Taką naukę zaś przekazali im nie żadni ekstremistyczni fanatycy, ale przyzwoici i pełni łagodności nauczyciele religii, którzy w swoich medresach usadzali dzieci w rządki i wtłaczali w małe, niewinne główki wers po wersie ze świętej księgi, a później tylko sprawdzali, czy dzieciaki potrafią każdą lekcję wiernie - niczym pomylone papugi - słowo po słowie powtórzyć. (Richard Dawkins)
 

 
Wszystko co robimy rozsypuje się w pył, choć nie chcemy tego dostrzec. Nie przywiązuj się, nic nie trwa wiecznie... Rzeczy przeminą, wszystko jest tylko pyłkiem na wietrze.